Posłuchajcie sami:
LEGENDA O MANIOKU

Pewnego dnia w rodzinie Indian Tupi, rdzennych mieszkańców Brazylii, przyszła na świat śliczna dziewczynka. Gdy rodzice ujrzeli swą nowo narodzoną córkę, zdumieli się ogromnie, bo dziewczynka miała bardzo jasną skórę, zupełnie niepodobną do cery Indian. Mama e tata Tupi dali małej na imię Mani.
Mani rosła, ale niewiele jadła i niewiele piła. Wydawało się, że kryje się w niej jakaś tajemnica. Pewnego poranka dziewczynka nie wstała z hamaka. Zaniepokojeni rodzice wezwali szamana, który podał Mani napary z ziół do wypicia. Dziewczynka zaczęła się uśmiechać, nie czując bólu, i tak śmiejąc się cały czas, umarła.
Indianie pochowali ją wedle zwyczaju plemiennego: wewnątrz izby, której nazwa w języku Tupi brzmi oca. Zwyczajem indiańskim podlali też owo miejsce wodą oraz własnymi łzami.
Pewnego dnia spostrzegli, że z miejsca, w którym spoczywała Mani, wyrasta roślina, zielona i bujna. Indianie nie widzieli jej nigdy wcześniej, a rosła ona bardzo szybko. Gdy minęło kilka księżyców, silna łodyga rośliny oplotła ziemię wokół. Wówczas mama Mani postanowiła ją wykopać.
Kopali i kopali, a po dłuższej chwili oczom Indian ukazały się brązowe korzenie, o odcieniu skóry indiańskich dzieci. Ale pod łupiną kryło się białe wnętrze, zupełnie takie, jak buzia Mani. Rodzice postanowili więc nazwać ową dziwną roślinę mani-oca, a wkrótce odkryli, że doskonale nadaje się na pożywienie dla biednego plemienia. Do dziś nie ma chyba w całej Brazylii ani jednej osoby, która by nie lubiła potraw przyrządzonych z tej smacznej rośliny. A na koniec ciekawostka: surowe bulwy manioku są trujące. Dopiero odpowiednia obróbka (gotowanie, pieczenie, przyrządzenie mączki maniokowej) pozbawia korzeń właściwości trujących. A oto w jaki sposób radzą sobie z tym problemem Indianie amazońscy:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz